RAFAŁ TRZASKOWSKI - Europa na gazie - „Wprost”
2010-05-03
Decyzje podejmowane teraz w Unii Europejskiej mają szansę wreszcie wzmocnić nasze bezpieczeństwo energetyczne. W Parlamencie Europejskim przygotowano właśnie rozporządzenie o bezpieczeństwie dostaw gazu, zaostrzające obowiązujące przepisy. W myśl nowych przepisów, jeśli któryś z krajów wspólnoty będzie miał problem z dostawami gazu, Komisja Europejska ogłosi stan kryzysowy.
Po raz pierwszy w historii wspólnoty pojawiła się realna szansa na budowę wspólnej polityki energetycznej, co ma szczególne znaczenie w kontekście rozpoczęcia budowy omijającego Polskę gazociągu Nord Stream. W traktacie lizbońskim zapisano zasadę solidarności, ale sformułowano ją na tyle ogólnie, że nie do końca wiadomo było, jaki będzie jej praktyczny wymiar.
Kompromis przyjęty wstępnie w Parlamencie nakłada na Komisję Europejską obowiązek - a nie tylko daje jej możliwość, jak chciały tego państwa członkowskie - ogłoszenia unijnego stanu kryzysowego dla regionu dotkniętego przerwami w dostawie gazu. Jeśli państwa członkowskie zgodzą się na realizację dyskutowanego projektu (co nie jest pewne), do ogłoszenia stanu kryzysowego wystarczać będzie wniosek tylko jednego kraju lub zakłócenia co najmniej 10 proc. dziennych dostaw. Nowe regulacje pozwolą na dzielenie się zapasami i uruchomienie dodatkowych dostaw poprzez zapewnienie wzajemnego dostępu do magazynów, możliwość reeksportu gazu oraz zapowiadają umożliwienie dwukierunkowego przesyłu gazu rurociągami. To przełom, bo do tej pory, za sprawą Gazpromu, reeksport gazu był często zakazany, a infrastruktura łącząca narodowe systemy zaopatrywania była słabo rozwinięta i nie pozwalała na przesył w obu kierunkach. To w gestii Komisji Europejskiej leżeć będzie decyzja o wprowadzeniu unijnego stanu awaryjnego, a w sytuacjach kryzysowych wspólne działania koordynowane będą przez unijnego ministra spraw zagranicznych.
Zwiększaniu bezpieczeństwa dostaw powinna towarzyszyć liberalizacja obrotu gazem. Jednak sprzeczne interesy państw członkowskich na razie nie pozwalają na realizację tego pomysłu.
Nigdy jednak nie będziemy w pełni bezpieczni, jeżeli na serio nie potraktujemy postulatów o konieczności uniezależnienia się od dostaw z jednego kraju i nie zainwestujemy w dywersyfikację źródeł - co w związku z prognozowanym wyczerpywaniem się zasobów w krajach takich jak Norwegia, Algieria czy Nigeria będzie coraz trudniejsze - oraz w przesył gazu do UE. Problem jest szczególnie drażliwy w kontekście dwóch realizowanych przedsięwzięć, które jeszcze zwiększają uzależnienie Unii od gazu z Rosji. Chodzi o gazociąg Nord Stream na dnie Bałtyku, którego budowa rozpoczęła się kilkanaście dni temu oraz jeszcze bardziej kontrowersyjny projekt gazociągu po dnie Morza Czarnego - South Stream. Rosja podpisuje kolejne umowy -z Bułgarią, Austrią, Węgrami, ze Słowenią, z Włochami... W tej sytuacji flagowy projekt dywersyfikacyjny UE - gazociąg Nabucco, który miałby czerpać surowiec z tego samego źródła co South Stream - może się w ogóle nie doczekać realizacji.