RAFAŁ TRZASKOWSKI – Nie osłabiajmy już teraz nowej dyplomacji
2009-10-26
Europejska Służba Działań Zewnętrznych - co kryje się za tym niezrozumiałym, żargonowym terminem, wktórym Unia Europejska tak się lubuje. Jeszcze jedna z małych unijnych agencji, jakich w Europie mnóstwo (ostatnio powołano w Wilnie agencję, która ma się zająć równouprawnieniem płci), czy też coś znacznie bardziej istotnego - zalążek prawdziwej europejskiej dyplomacji.
Koncepcja tej ostatniej niektórych przyprawiao szybsze bicie serca, innym maluje na twarzy złośliwy uśmieszek. Przecież wszyscy wiemy, że w wielu trudnych kwestiach Unia nie mówi jednym głosem. Wiemy też, że Wielka Brytania czy Francja nie zgodzą się, aby ich ministrów spraw zagranicznych przyćmił ktoś o tak, w ich mniemaniu, groteskowym tytule jak wysoki przedstawiciel Unii ds. polityki zagranicznej.
Wbrew obawom jednych i nadziejom drugich UE póki co nie zamierza tworzyć instytucji, która zastąpi dyplomacje narodowe. O co więc chodzi? Chodzi o to, by Unia mogła mówić jednym głosem, jeżeli będzie na to zgoda wszystkich. Dzięki traktatowi z Lizbony i nowo powstającej służbie, będziemy wreszcie mogli być skuteczni. Tam, gdzie zgody nie będzie, Unia nadal będzie mówić głosem swoich państw członkowskich i wszystko pozostanie po staremu.
Do tej pory to państwa członkowskie podejmowały decyzje polityczne na posiedzeniach Rady, ale wszystkie instrumenty do ich wcielania w życie (takie jak choćby sankcje czy pomoc finansowa) pozostawały w rękach Komisji. Prowadziło to do braku spójności, opóźnień, duplikowania struktur, i co najważniejsze, rywalizacji międzyinstytucjami UE.