RAFAŁ TRZASKOWSKI – Silna Komisja Europejska byłaby dobra dla Polski, ale inni jej nie chcą
2010-01-11
Ponieważ większość rządów w Europie to również rządy prawicowe, w związku z tym olbrzymia większość kandydatów na komisarzy wywodzi się z partii chadeckich bądź liberalnych (wśród kandydatów jest tylko pięciu socjalistów). Powinno to prowadzić do tego, że przyszła Komisja będzie miała określony profil polityczny, a tym samym inicjatywy podejmowane przez Unię będą miały pewne polityczne zabarwienie.
Po miesiącach negocjacji oraz wielotygodniowej debacie w Parlamencie Europejskim przewodniczącym Komisji został ponownie José Manuel Barroso, uzyskując duże poparcie deputowanych. Mamy więc przewodniczącego o określonym mandacie politycznym. Na ile silny będzie Barroso w rzeczywistości, dopiero się okaże - czy po miesiącach negocjacji Portugalczyk wziął na swoje barki jakieś polityczne zobowiązania wobec poszczególnych państw członkowskich? Czy w drugiej kadencji będzie podejmował bardziej zdecydowane działania (przez ostatnie dwa lata w trosce o reelekcje Barroso starał się raczej nie wychylać)? Odpowiedź na te wszystkie pytania poznamy w najbliższych miesiącach.
Jeszcze kilkanaście lat temu przewodniczący Komisji nie miał wpływu na wybór swoich współpracowników. Niemiecki kanclerz spotykał się z przewodniczącym i oznajmiał mu - "To jest Jürgen i będzie u ciebie zajmował się jednolitym rynkiem". Wraz z kolejnymi traktatami taki dyktat państw członkowskich się skończył. Podczas prac nad traktatem konstytucyjnym padły wprawdzie ambitne pomysły, aby przewodniczący sam sobie dobierał współpracowników, albo żeby mógł przynajmniej wskazywać komisarzy z listy kandydatów przedstawionych mu do akceptacji przez państwa członkowskie. >>