JERZY BUZEK – Nasz człowiek wpływa na losy świata – „Onet.pl”
2010-02-17
bez żadnej funkcji, miało na pewno spore znaczenie. Ja się bardzo napracowałem. Miałem w tych pierwszych wyborach w 2004 roku najlepszy wynik w Polsce. Wydawało mi się, że muszę swoim wyborcom w województwie Śląskim udowodnić, że się nie pomylili. Dlatego to było pięć lat ciężkiej pracy.
Później włączyły się starania polskiego rządu i premiera, żeby tą propozycję (zostania przewodniczącym PE - red.) złożoną mi półtora roku temu, poprzeć i wykorzystać. Myślę, że z punktu widzenia samego PE to nie było zaskoczenie. Dla Europy, dla setek milionów Europejczyków, jeszcze pół roku temu byłem jednak osobą nieznaną. Jest to więc podobne do tego co było w Polsce w 1997. Dla milionów Polaków byłem wtedy nieznany.
Czy uważa Pan, że cechy pańskiego charakteru, zdolność do zawierania kompromisu i "łatka" eksperta, zadecydowała o sukcesie w 1997 i w 2009 roku?Nie wiem czym kierowali się wyborcy, czym kierowali się koledzy z "Solidarności" a później członkowie Parlamentu Europejskiego. Uważam, że umiejętność zawierania kompromisu, walki o kompromis, wymaga wielkiej energii, wielkiego zdecydowania, wielkiej siły przekonań. A ja mam taką siłę przekonań i myślę, że to mi bardzo pomaga. To jest oręż, zasada, która buduje dobro. Dzięki temu, że możemy uzyskać rozwiązanie pod którym możemy się wszyscy podpisać, chociaż ono nie jest idealne dla nikogo, powoduje, że możemy wspólnie budować przyszłość. O to mi tylko chodziło. To było w czasie polskich reform, tak jest teraz w PE.