RÓŻA THUN – Zapracowaliśmy sobie z mężem na miłość – „Gazeta Krakowska”
2009-12-18
Nasze dzieci też angażują się w tworzenie demokratycznych struktur, w walkę o prawa człowieka, w pracę w organizacjach pozarządowych, czy wreszcie interesują się sztuką. Dlatego nie mam wrażenia, że pokoleniowa różnica między nimi i moimi rodzicami jest tak duża. Łączy ich porozumienie wokół wartości, a te mają wspólne. Właśnie studiująca w Nowej Zelandii córka oznajmiła mi po przyjeździe, że trzy godziny rozmawiała z dziadkiem i że było cudownie. Pamiętam długie wieczory z moją babką w okresie, gdy w relacji z mamą przeżywałam trudne czasy dorastania. To również było porozumienie wokół tego co ważne i dystans pokoleniowy nie miał znaczenia. Teraz, gdy jestem w stałych rozjazdach, dwójka z pozostałych w domu młodszych dzieci opiekuje się dziadkami-jesteśmy przecież rodziną. Z furią poprawiają świat i mają mnóstwo energii dla swoich pasji. Prowadzimy dom otwarty, w którym wciąż zatrzymują się jacyś ich i nasi znajomi. Widzę tu zresztą podobieństwo z krakowskim mieszkaniem rodziców, które było pełne naszych przyjaciół.
Jaki prowadzicie Państwo dom: polski, niemiecki, kosmopolityczny?Mój mąż ma paszport niemiecki, ale jego tożsamość jest znacznie szersza. Średniowieczne, rodowe zamczysko Thunów stoi w okolicy Trydentu. Jednak cesarz Austrii osadził przodków w Czechach. Mój teść opuścił je dopiero po drugiej wojnie. Jak tu więc mówić o narodowości? Mój mąż pochodzi po prostu z Europy Środkowej. A moja cała rodzina jest ze Wschodu. Na przykład mieszkająca pod Mińskiem austriacka prababka Polskę widziała jako wartość zagrożoną przez zaborców, więc w duchu polskości wychowywała swoje dzieci. >>