RÓŻA THUN – Zapracowaliśmy sobie z mężem na miłość – „Gazeta Krakowska”
2009-12-18
Byliśmy strasznie biedni. Tato po zamknięciu "Tygodnika Powszechnego" stracił pracę, zarabiał przepisywaniem rękopisów Matejki, wspomagali nas księża. Przecież po wojnie rodzice stracili wszystko. Nas była czwórka głodnych, rosnących dzieci. Bywało, że mama podsmażała na patelni płatki owsiane. Abyśmy w ogóle mogli je przełknąć mama godzinami czytała nam książki. Dziś pamiętając swe dziecięce męki wyczekiwania przy stole wigilijnym prezenty dajemy dzieciom po przełamaniu się opłatkiem, ale przed wieczerzą, która przy śpiewaniu kolęd przeciąga się długo w noc. Lubimy zresztą długie rodzinne posiłki-te cudowne śniadania w weekendy, podczas których czytamy głośno, słuchamy muzyki i rozmawiamy.
Dobrą jest Pani gospodynią?Prawie nie gotuję, gdyż zupełnie nie mam na to czasu. Ale lubiłabym. To nie jest sztuka tajemna. Wystarczy dobra książka, waga kuchenna i trochę cierpliwości. Gdy dzieci były małe-a w ciągu pięciu lat urodziłam troje-gotowałam mnóstwo! Nie ma nic ważniejszego na świecie, jak rodzenie i wychowywanie dzieci oraz tworzenie rodzinnego domu.
Uczestniczy pani w życiu publicznym, jest osobą znaną. Małżonkowi nie przeszkadza, że pozostaje w Pani cieniu?Przez dziesięć lat mieszkałam poza Polską, dlatego, że "jeździłam za mężem", który miał i ma odpowiedzialną pracę. Zajmował się w Afryce oraz w Azji budowaniem i wzmacnianiem struktur w życiu publicznym. >>