RÓŻA THUN – Zapracowaliśmy sobie z mężem na miłość – „Gazeta Krakowska”
2009-12-18
Co w domu rodzinnym wydało się Pani szczególnie cenne, warte przeniesienia do własnego?W rodzinie cenię sobie coś co jest oczywiste-że się kochamy i wspieramy. Myślę, że najważniejsze jest to, żeby przyjmować drugiego człowieka takim, jakim jest, czyli by zauważać i akceptować odmienność drugiej osoby. Nie powinno się próbować zmieniać męża, dzieci czy rodziców na miarę własnych oczekiwań. Coraz lepiej to rozumiem, ze dzieciom trzeba pozwolić rozwijać się w kierunku ich talentów i zainteresowań. Nasz krakowski dom rodzinny tworzyło kochające się i zgrane małżeństwo moich rodziców. To była taka naturalna podstawa, baza naszego życia.
Co prócz miłości połączyło Marię i Jacka Woźniakowskich? Co może być spoiwem w szczęśliwym związku, a dla Pani stało się drogowskazem?Zawsze się świetnie rozumieli i działali na rzecz tych samych spraw oraz angażowali się w życie Kościoła katolickiego. Byli też-wychowując naszą czwórkę-wierni przekonaniu, że dzieci bardziej pamiętają jacy jesteśmy, niż to co im mówimy. Ci rodzice, których cel życiowy dotyczy nie tylko czystych okien i zamiecionych podłóg, czy wygody dnia codziennego i którzy kochają dzieci nie tłamsząc ich i nie zawłaszczając, budują bogate i dobre życie rodzinne. Taki dom staramy się z mężem prowadzić, ostatnio mieszkając razem z moimi rodzicami.
Czy w takiej wielopokoleniowej rodzinie wnuczęta dogadują się z dziadkami?Również w rodzinie Thunów-nawiasem mówiąc jesteśmy z mężem dalekimi kuzynami-religia jest ważnym elementem łączącym naszych rozlicznych krewnych. >>