JACEK SARYUSZ-WOLSKI – O silną pozycję w Unii musimy dopiero walczyć – „Super Express”
2009-12-01
Co oznacza dla Polski przejście z traktatu nicejskiego na zasady traktatu z Lizbony?Wprowadza nowy system głosowania, który uzależnia liczbę głosów od populacji kraju. W przypadku naszego kraju oznacza to osłabienie siły głosu. Zawsze byłem zwolennikiem systemu głosów ważonych, a nie wskaźnika populacyjnego. Traktat z Lizbony powoduje sytuację, w której znaczymy mniej wszędzie tam, gdzie głosowanie jest większościowe. Nowy traktat może być jednak korzystny. Unia ma mówić jednym głosem wobec Rosji i wypracować wspólną politykę zagraniczną. Zwiększa też wymiar wspólnotowy i kontrolę demokratyczną w UE poprzez wzmocnienie roli Parlamentu Europejskiego i parlamentów narodowych. Ponieważ większość krajów chciała takiego systemu głosowania, a myśmy się do tego przyczynili, powinniśmy wyciągnąć wnioski. Odpowiedzią na zmniejszenie siły polskiego głosu powinna być zwiększona aktywność i obecność Polaków w unijnych instytucjach: Komisji, Parlamencie i Radzie. Oraz liczne inicjatywy pozwalające na pozyskiwanie dla nich sojuszników.
Pojawiają się obawy, że nowy traktat praktycznie oddał władzę w Unii w ręce Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii.Rzeczywiście znaczenie krajów o największej liczbie ludności rośnie wobec państw mniej zaludnionych. Naszą ambicją jest jednak to, by znaleźć się w wąskim gronie mającym wpływ na UE. Zależy to zarówno od jakości przedstawianych przez nas propozycji, jak i demograficznej sytuacji w Polsce. Mówiąc pół żartem, pół serio przydałaby się nam polityka demograficzna, dzięki której Polska prześcignie np. Hiszpanię. Bo im więcej Polaków i Polek, tym silniejszy polski głos w Unii.